EWAKUACJA
Piątek, siedemnasta osiem czasu lokalnego. Stoi przy parapecie. Jedna z trzech głów analizuje kształt korytarza. Druga fotografuje wciąż otwierające i zamykające się drzwi od windy. Ludzie wybiegają z mieszkań, wsiadają do elewatora. Po chwili wbiegają do podstawionych pojazdów, które zawożą ich na lotnisko.
Trwa powszechna ewakuacja, ogłoszona dokładnie tydzień temu. Akcja, z tego co mu powiedziano przebiega sprawnie, pod kontrolą Strażników Wszelkiego Porządku. Ludzie boją się przeciwstawić jakimkolwiek rozkazom. Jeden gest nieposłuszeństwa, a zamieniliby się w pył. Może nie dosłownie, lecz nikt nie chce tego? sprawdzać.
Korytarz,
na którym pracuje, szybko został oczyszczony z ludzi, zaledwie
w kwadrans zaledwie.
Dziewięć pięter zostało odciążonych. Jeszcze cztery piętra i
Strażnicy Wszelkiego Porządku skończą robotę w budynku przy
dawnej ulicy Nicejskiej na osiedlu zwanym przez ludzi Stegnami.
On sam jest poirytowany. Górne lewe ramię nie działało tak, jak powinno. Siłowniki zgrzytały potwornie, tak potwornie, że gdyby śpiewały ptaki, z pewnością mechaniczny dźwięk zagłuszałyby ich trele.
Uzbrojona w czujniki chemiczne sonda wreszcie zaczęła się wysuwać, lecz po kilku centymetrach zablokowała się w kanale prowadzącym. Przez chwilę napierała na wykrzywioną krawędź obudowy, ale jedynym efektem był coraz większy hałas.
Uruchomił
prawe ramię tą samą procedurą co lewe. Lepiej poszło. Już po
chwili próbnik zagłębił się w miękkiej ziemi, która wypełniała
doniczkę stojącą na parapecie.
Rozpoczął
analizę:
– Warunki sprzyjające. Przewidywany nadmierny regres masy roślinnej. – Robot wyrecytował wyniki.
Przykurczył osiem nóg, osiadł ciężko tuż nad betonową podłogą i zwiesił głowę. Tylko wysuwane ramiona kontrolowane przez automatyczne programy wciąż hałasowały. Niepotrzebnie. Wszystkie zabiegi szły ku dobremu. Aby zniszczyć istniejący świat.
Kilka minut przed osiemnastą akcja wysiedlania ludzi z klatki szóstej bloku przy ulicy Nicejskiej, w dawnej stolicy Polski, Warszawie, została zakończona. Taki raport przekazał mu Główny Strażnik Porządku. Przyjął go w spokoju. Mógł teraz pracować bez przeszkód.
Jednak pomylił się. Nie zaznał spokoju. O osiemnastej czasu lokalnego drzwi windy otworzyły się po raz ostatni. Z kabiny wyszło ludzkie dziecko płci żeńskiej. Z szybkiej analizy, jakiej dokonał kamerą zainstalowaną w prawym górnym odnóżu, wynikało, że ma dwanaście lat. Stanęło przed AM-67:
- Ale chrzęścisz! - i zaczęło się śmiać.
Był teraz zajęty analizą grzejnika zamontowanego pod parapetem. Nic imponującego. Taki typ ogrzewacza, jak ten, widział już niejeden raz. Jeśli ludziom zrobił trzy tysiące zdjęć, to tyle samo tym nagrzewaczom. Ludzie byli i pozostaną zmarzluchami. Aż do śmierci. Która już ma niebawem nastąpić.
Dziecko wciąż się śmiało. Trzeba w końcu zareagować.
-Pracuję, nie widzisz? Jestem zajęty! Mam jeszcze przeprowadzić analizę podłogi, zanim to wszystko gówno rozleci się w pył.
Dziewczynka przestała się śmiać. Zapytała:
-
A co to jest
znaczy:
„rozleci się w pył”?
Popatrzył na dziewczynkę i zaproponował porównanie:
- To jakby warkocze, które nosisz, nagle rozwiązać i ogolić twoją głowę na łyso. Czyli włosy przestaną istnieć.
Dwa blond mysie ogonki rzeczywiście zwisały jej do ramion. Dotknęła ich. Lecz nadal nie rozumiała:
- Przestaną istnieć? Ale włosy odrastają przecież ...
Po chwili znalazł inną odpowiedz:
- To, co widzisz, wszystko to dookoła – umrze. Dodał szybko:
- I zasiejemy w tym miejscu nowe życie.
Dziewczynka zawyrokowała:
- Odrosną … Włosy odrosną.
Zapadła dziwna cisza. Dziecko zakasłało nerwowo:
- To ja pójdę po tatę. Może on coś zaradzi.
Dygnęła i wywołała windę.
AM-67 nie był zadowolony z rozmowy z dziewczynką. Infantylna mała dzikuska i tyle. Przede wszystkim oderwała go od pracy. Czyż nie wspomniał na początku, że miał przecież bardzo ważne zadanie do wykonania? Poza tym zadaje niestosowne pytania. A on był nader cierpliwy. No i niby na co ma zaradzić ojciec tej małej? Najważniejsze – c o o n i t u r o b i ą? Komunikat Głównego Strażnika Wszelkiego Porządku był jasny i oczywisty. W budynku nie ma ani odrobiny ludzkiego życia.
Dziewczynka z mysim ogonkiem wróciła w niedzielę, o dziesiątej dwanaście. Chrząknęła, zauważyła bowiem, że był odwrócony tyłem do windy:
- To ja … To znaczy ... My. Ja i tatuś.
Analizował właśnie rury, przez które niedawno jeszcze przepływały nieczystości i jednocześnie robił zdjęcia. A oni przeszkadzali! Według kalendarza pracy został jeszcze tylko tydzień, zanim nastąpi ostateczne wyburzenie. A wszystko trzeba skatalogować. Aby białe plamy w szkolnych podręcznikach zostały wypełnione blaskiem przeszłości.
- Panie robocie, hmmm, a kuku, tu jesteśmy … - dziewczynka przerwała jego rozmyślania, śmiejąc się nerwowo.
- … Najprostszy kod cyfrowy – głośno powtórzył jakąś ukrytą myśl.
- Aha, ten ... tego ... Bo pan stoi tyłem … - próbowała nie tracić pewności siebie.
Nie odwracając się, zaczął krzyczeć:
- Czy przyszliście na pogaduszki, czy z konkretną sprawą? A tak między nami mówiąc, was tutaj nie powinno być. I gdzie wy mieszkacie? Na którym piętrze???
-Strasznie chrzęścisz – do rozmowy włączył się mężczyzna stojący obok dziewczynki z mysim ogonkiem. Miał na sobie podniszczoną kurtkę termoregulacyjną oraz jeansy i adidasy – Oleńka mówiła, że trzeba pomóc, przyniosłem narzędzia … - wskazał głową walizkę, którą postawił tuż przy lewej nodze.
-Nie trzeba żadnej naprawy, zresztą nie mamy czym zapłacić! - irytacja AM-67 sięgnęła zenitu.
- Przez sześć długich lat nie mieliście czym zapłacić – ripostował ojciec Oleńki.
-Ludzi w tym budynku być nie powinno! - wrzasnął robot. Wreszcie odwrócił korpus, ustawił wszystkie głowy w jednym rzędzie, uruchomił nogi. Podszedł kilka kroków w kierunku windy.
-Ale jesteśmy – zadeklarował mężczyzna, cofnął się, jakby chciał przepuścić robota, dziewczynka podbiegła do parapetu – bo kim my jesteśmy w końcu, jak nie ludźmi?
Robot zatrzymał się tuż przy nieznajomym.
- Ludźmi, ale nie o to tu chodzi. Była ewakuacja. E – wa – ku -a – cja.
- Mieszkamy w piwnicy, w samym końcu korytarza – mężczyzna tak to powiedział, jakby szeregowy stał przed majorem. Z szacunkiem, ale i z dystansem.
- W piwnicy nie powinno być mieszkań, nie mamy w naszych katalogach takich danych – zdziwił się AM-67.
-I dlatego nas nie znaleźliście … - z pewną nutą satysfakcji zaripostował ojciec Oleńki.
- Nie znaleźli – poprawił robot.
- Dlaczego: znaleźli? To ty nie należysz do … - tym razem zdziwił się humanoidalny.
- … do tych bandziorów, do Strażników Porządku, to chciałeś powiedzieć, czyż tak?
- …
-
Nieważne.
Wiedział, że w tej wymianie zdań jest błąd. Uczące się małe istoty umiały jednak przyjmować niepasujące do modeli fakty bez szkody dla działania najważniejszych systemów.
Człowiek podszedł do okna, przytulił Oleńkę. Zaryzykował:
- Tu jest i będzie osiedle.
Obudził ich łomot do drzwi. Usłyszeli krzyk:
- Otwierać, otwierać!!! - i po chwili:
- Polaczki zawszone, otwierać!!!
W tym samym momencie dziewczynka wyskoczyła ze swojego łózka i z płaczem przytuliła się do ojca. Mężczyzna, nie do końca rozespany, objął córkę ramionami. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z powagi sytuacji.
Tamci,
przy pomocy
za
pomocą metalowych
narzędzi wydłubali dziurę w drzwiach, i przez nią starali się
dostać się do piwnicznej izby.
Było ich trzech, a raczej czterech. Dowódca Straży, dwóch przybocznych, no i on – AM-67. Żołnierze zaczęli przeszukiwać mieszkanie. Dowódca Straży stanął pośrodku pomieszczenia, włączył małą kamerkę umieszczoną powyżej czegoś, co można było uznać za oczy, ewentualnie gogle narciarskie.
- No, teraz widzę lepiej – powiedział z dumą egocentryka. - No, kogo tu mamy?
Obiektyw skierował w stronę zastraszonych ludzi.
AM – 67, dotąd stojący w cieniu wydarzeń, odezwał się pokornie:
- Dwoje humanoidalnych, panie. Nie zarejestrowanych. Włóczyli się po budynku, gdy byłem zajęty …
- Cisza! Nie pytałem, się co robili. Pytałem tylko o ich status – warknął Strażnik – a z tobą, M-67, zro… na ciebie czeka niespodzianka.
Trzymał mocno Oleńkę za dłoń. Gdy zobaczył kabinę łazienkową z szeregiem słuchawek prysznicowych, wystraszył się. Dziadek opowiadał o kąpielach, w takim miejscu jak Auschwitz, które kończyły się gwałtowną śmiercią. Bał się przejść przez próg; córka zdziwiła się:
- Tatku, co ty, nie chcesz się wykąpać? Opowiadałeś mi, że kąpiel jest przyjemna …
- Tak, przyjemna, Oleńko. Pod warunkiem, że bez przymusu.
Za nimi stali przyboczni Strażnika Porządku, ci sami, którzy przeszukiwali mieszkanie mężczyzny i jego córki. Byli zbudowani podobnie do AM-67, tylko nie mieli trzech, a dwie głowy.
- Szybciej, szybciej, szybciej !!!
Zakręciło mu się w głowie. Dziadek wspominał o pośpiechu, jakim wykazywano się podczas masowej eksterminacji, nie tylko w Auschwitz.
- Szybciej, no – włazić, śmierdziele, pod prysznic!!! Nie możecie przecież jechać na lotnisko brudni i obdarci.
Nic złego im się nie stało! Z dyszy prysznica poleciała najprawdziwsza woda, mydło pachniało dobrymi czasy, a na krzesłach czekało czyste, wyprasowane ubranie. Przypilnowano również, aby po kąpieli czuli się swobodnie. W odpowiednim czasie ustawiono parawany. To dobrze, że zadbano o ten szczegół, który nie był tak naprawdę bez znaczenia. Córka nie powinna oglądać gołego ojca.
- Tatusiu, tatusiu … - usłyszał jej piskliwy głosik.
- Gdzie jesteś, Oleńka?
- Za tym czymś, co stoi przy oknie … Już się ubrałam. A ty, tatusiu?
- To jest parawan, często używany na plażach. A ja jeszcze w kabinie siedzę. Tylko wytrę się ręcznikiem i wychodzę. Zamknij na chwilę oczy i nie wychodź zza parawanu.
Po dziesięciu minutach pachnący i ubrani tulili się i śmiali. Dziewczynka nie pozwoliła tym razem zakręcić sobie warkoczyków.
Przyboczni nie przeszkadzali. Opuścili broń ku ziemi. Zaczęli się z zaciekawieniem przyglądać humanoidalnym. Któryś prychnął, co mogło oznaczać śmiech.
Naraz do kabiny łazienkowej wszedł Strażnik Porządku. Krzyknął:
- Co tu się dzieje, do jasnego światłowodu? Baczność szeregiem, wszyscy!!!
Gdy wykonali rozkaz, zwrócił się do przybocznych:
- Co to ma znaczyć??? Mieliście ich pilnować, a wy co? Zabawę sobie urządzacie z więźniami????
Nic nie odpowiedzieli. Kontynuował:
- Z wami zrobimy to samo co z AM-67, tak mi się wydaje.
Przyboczni zamilkli. Za to Ola zakaszlała nerwowo:
- Pan jest niezbyt grzeczny.
Strażnik Porządku podszedł do dziewczynki:
- To ty jesteś niegrzeczna, lalo, nie użyłaś dezodorantu! A wy, humanoidalni, używacie zawsze po kąpieli dezodorantu. Twój tatusiek też powinien się popryskać zapachem oliwkowym, ha ha ha!!!! Coś tu mam dla was, kochani. - Zaśmiał się histerycznie, w chwytaku podłączonym do górnego lewego ramienia pojawił się mały, okrągły pojemnik. Spray!, przemknęło przez głowę mężczyźnie.
Dopiero teraz zrozumiał. To było przedstawienie, wszystko! Kąpiel, czyste ubrania. I to dziwne, nadmierne zaciekawienie Straży Przybocznej! Chciał zareagować, krzyknąć, zamachać rękoma. Zrobił jeden, dwa kroki, aby przystąpić do córki. Poczuł jednak cios w brzuch. Jeden ze Strażników dostrzegł nadmierną pracę nóg mężczyzny i zareagował.
Wydarzenia potoczyły się teraz szybko. Ojciec Oli upadł na podłogę, dziecko podbiegło doń niezwłocznie, Strażnik nacisnął spray. Po chwili gęsta, biała chmura, podobna do mgły otoczyła sześć postaci.
Ola i jej ojciec wskutek działania trucizny ukrytej w sprayu ulegli poparzeniom; nie udzielono im żadnej pomocy medycznej, zmarli kilka dni po oczyszczającej kąpieli. Ich ciała wepchnięto do jamy wykopanej niedaleko bloku, w którym mieszkali. Obok pieczary ustawiono szkielet AM-67; odtąd nazywany Pomnikiem Straconego Pokolenia. Wszystkie dan, które zdążył zebrać, przekazano do nowo utworzonego Ministerstwa Przeszłości. Miesiąc po wyżej opisanych wydarzeniach na cokole Pomnika Straconego Pokolenia zauważono napis: „Tu jest i będzie osiedle”.
Komentarze
Prześlij komentarz