BAJKA O SŁOWIE
Wiatr niesie słowo. Przez pola? Owszem, przez pola. Przez łąki? A niech tam, przez łąki. Przez próg chałupy Babci Leoni? Ma się rozumieć – przez próg chałupy Babci. Wiatr niesie słowo.
Usiadło na parapecie. Zastukało raz i drugi w szybę. Chciało coś powiedzieć, wyrazić swoją osobowość. Nikt jednak nie wiedział jak ono się nazywa. Zadławiało się, pluło dookoła, gorączkowało.
A zatem podupadło na zdrowiu. Zwinęło się w kłębek, przykryło kocykiem, i przez pierwszy tydzień udawało że go nie ma. W poniedziałek rano, a może we wtorek w południe wychyliło się zza rogu pledziku i zawołało niemym krzykiem:
- Pić!!!
Ktoś zaproponował, aby przypiąć kroplówkę. Tak też zrobiono.
- A jeść? - upomniało się po chwili.
- Może żywić się sobą – zasugerowano. To nic że blade, że z przekrwionymi oczami. Z pewnością jest w nim odpowiednia ilość białka, aby zbudować zdrowy organizm.
Przez kolejne dwa tygodnie słowo budowało istotę, istotę rzeczy i istnienia. Nikt nie zastanawiał się co z tego formowania skonstruujemy. Nie było planu, ni tak naprawdę wykonawcy. Każdy pchał swe łapska do pomocy. Jeden tylko, bezrobotny stryj Alojzy, chociaż miał czasu co niemiara, nie ruszył żadnym paluchem u nogi ku słowu. Mówił, że nie ma wystarczająco dużo pieniędzy, aby pomagać komukolwiek. Nie wytłumaczył jednak co brak gotówki ma do rozwiązania problemów zdrowotnych słowa.
Za to ciocia Aniela tuliła, pieściła, opowiadała bajki. Podobne do tej, którą teraz czytacie. Aż reszta rodziny przestraszyła się. Toż w twoich bieluchnych rączętach trzymasz słowo, malutką istotę zdania. Gdy nasłucha się ogromu cudzych słów, być może napęcznieje z bólu przesytu i wybuchnie pewnego dnia. I czym wybuchnie? Epigonami i plagiatami, co nie daj Bóg, podsumowała siostrzenica Józia. Bo dość przecież publikacji na półkach księgarskich i bibliotecznych, potwierdziła Babcia Leonia dotąd siedząca cicho pod miotłą. W przypadku naszego słowa trzeba zastosować zupełnie inną metodę leczenia.
-Lewacką? - wyrwało się siostrzenicy Wioli. Komuś się przypomniało:
- Chyba masz, drogie dziecko, na myśli lewatywę. Dobry Wojak Szwejk zażywał, i nic. Jak był, tak pozostał idiotą. Musisz się jeszcze wiele nauczyć, moja droga.
- A to może – Wiola podjęła nowy wątek – pomyślimy o …
Tym razem prychnięto ze złością. Ktoś z zaciśniętymi zębami odparował:
- Nie wspominaj ...
Zatem przestała wspominać. W ogóle przestała wspominać o czymkolwiek. Reszta rodziny również zaprzestała dyskusji o leczeniu słowa.
I tak minął covid, i następna zima. Słowo zostało na przypiecku, wydobrzało samo z siebie i wydoroślało. Nauczyło się wymawiać swoje imię i poznawać resztę słów. Dobrze byłoby gdyby jeszcze wyszczotkowało wymowę zgłoski „r” i resztkę puchu dziecięcego. Dobranoc.

Cudowne...chcę wiecej
OdpowiedzUsuń